Forum Pannonia - motocykle zabytkowe Strona Główna Pannonia - motocykle zabytkowe
.::forum poświęcone motocyklowi Pannonia i innym motocyklom zabytkowym::.
 
PannoniaPannonia   Mapa PannoniMapa   AlbumAlbum   DownloadsDownloads  UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   FAQFAQ   SzukajSzukaj  
AukcjeAukcje   ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj   RejestracjaRejestracja 

 Forum Pannonia - motocykle zabytkowe Strona Główna » Moja Pannonia » Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
Cześci do zabytków
 Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny Obecny czas to Pią Sty 19, 2018 14:26 

 Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 02:21    Temat postu: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Hej.

Nadszedł czas na mnie, żebym pochwalił się moją Pannonia, którą przez ostatnie 9 miesięcy pracowicie odbudowywałem. Co ma dla mnie bardzo symboliczne znaczenie ponieważ było to też 9 miesięcy oczekiwania na moja córeczkę, która urodziła się pod koniec lutego. Dokładnie wtedy Pannonia też zaczęła przybierać swój kształt.

Ale po kolei.
Będąc małym gówniarzem często spędzałem czas u dziadków na wsi. Były tam dwie atrakcje tak niesamowite, że zapamiętałem je do dzisiaj. Jedną był niedziałający Ursus pod ścianą stodoły, którego dopadaliśmy zawsze cała zgrają i "na niby" kręcąc zardzewiała na amen kierownicą podróżowaliśmy tym ursusem po polach naszych marzeń. A drugą bardziej lukratywną były podobne przejażdżki na motorze. Lukratywne dlatego, że po pierwsze to motor - M O T O R - niesamowita maszyna, która rozbudza wyobraźnie nawet 7 latka Smile, po drugie dlatego, że mogliśmy tak bawić się tylko w towarzystwie kogoś dorosłego, kto umieszczał nas na motorze i pilnował, żeby w swoich fantastycznych eskapadach nie wywalić tego zardzewiałego ustrojstwa i przy okazji nie zrobić sobie krzywdy. I wcale nie chodziło o motocykl, gdyż już wtedy był lekko nadrdzewiałą zakurzona i niesprawną maszynerią, która pachniała starym olejem i kurzem kurnika. Pamiętam szorstki dotyk kierownicy, na której spod chromu wystawały drobne rude ogniska korozji - takie małe rdzawe piramidki. Nie przeszkadzało mi to wcale odbywać najbardziej fascynujące podróże mojego dzieciństwa...

To właśnie była ona - Pannonia de Luxe TLF 250 (jak to szumnie brzmi!).
Już wtedy dożywała żywota w jakiejś stodółce czy kurniku. Pannonia, która wcześniej przez wiele lat służyła mojemu Dziadkowi, później jego synowi a mojemu wujkowi. Przez pierwsze lata swojej młodości - czyli wczesne lata 60-te zapewne zadbana i uwielbiana - na miarę obiektu pożądania jakim w 1961 roku mogła być nowiutka, pachnąca świeżą farbą maszyna z importu - cudem "wykombinowana" w jakiś GS'ach czy POLMOZBYCIE. Dzisiaj chyba trudno nawet sobie takie emocje wyobrazić.

Oczywiście wraz z wiekiem Jej uroda nieco blakła i z pięknej lśniącej maszyny w latach 60 stała się zwykłym wiejskim sprzętem kaskaderskim w latach 70. Gdzieś po drodze przemknęła kopcąc niedopalonym Miksolem koło moich urodzin - żeby w latach 80 na dobre zaparkować w swoim kurniku.

Połączyła nas wtedy jakaś niewidzialna siła, której efektem jest wiele wydarzeń, które nastąpiły później - aż do czasu jej ponownych narodzin wraz z moją córką. I mimo, że nie wierzę w żadne czary mary - to jest coś niesamowitego w tej relacji.

Udało mi się znaleźć jakieś fotki z czasów świetności mojej Pannonii.



Widać na nich, niestety już nieżyjących, babcię i dziadka oraz moją Mamę z jakimś kejtrem. Moją Mamę ok 50 lat temu, która notabene gdy zobaczyła Pannonię po remoncie rzuciła krótko "mi ten kolor nie pasuje, ja widziałam tylko czerwone i czarne" Smile - zostawiam to bez komentarza, ale do tego dojdziemy.

W połowie lat 90 miałem koło 20 lat i "wymarudziałem" Pannonię od mojego wujka, który mi ją dał. Mimo, że nie miał, żadnych planów z nią związanych to trudno rozstaje mu się z różnymi przedmiotami, dlatego jego podwórko zawsze jest usłane jakimiś "wynalazkami". Ale udało się i któregoś pięknego dnia w garażu mojego taty zawitała rdzawa kupa żelastwa, z wrośniętymi roślinami w szprychy i silnikiem, którego nie dało się przekręcić.
Od razu z głową pełną marzeń, ogromnym zapałem i zdecydowanie za małym studenckim budżetem rzuciłem się na nią, rozkręcając wszystko i pieczołowicie odkładając do skrzynek, kartoników, pudełek, woreczków i skrzyneczek...

I myślicie pewnie, że na tym się skończyło...

Otóż nie, wbrew wszelkim prawom fizyki wyremontowałem ją, uruchomiłem i pojechałem na pierwsze wakacje, z pierwszą "poważną dziewczyną" i mimo, że było to tylko 30 km - była to jedna z bardziej niesamowitych wypraw w moim życiu. Oczywiście nie wszystko było takie jak powinno, bo i moje możliwości były inne i wiedza mniejsza i dostępność części czy usług inna niż dzisiaj (chociaż nawet obecnie trafiałem do takich fachowców, że ciągle śmierdziało komuną).

Kolor był wynikiem przypadku, bo akurat drugi wujek lakierował samochód i jego zaprzyjaźniony lakiernik "prysnął" mi tą jego farbą blachy, a wcześniej wszystko zasmarował taką ilością szpachlówki, że Pannonia ważyła tle co Goldwing. Ramę za to malowałem sam i spod czarnej farby przebijała żółta podkładówka. Jeden tłumik by zardzewiały bo nigdzie nie mogłem dostać przyzwoitego. Tłok miałem założony od Emzetki, po przeróbkach, bo oryginalny był zapieczony i po wybiciu nadawał się na śmietnik a cylinder do szlifu. Instalację elektryczną zrobiłem z kabelków porwanych z zestawu kolejki elektrycznej. A do obszycia siedzenia wykorzystałem stary skórzany płaszcz mojego ojca. Ale pewnego dnia powstała zmarłych i "zagadała" charakterystycznym terkotem dwutaktu. prezentowała się nawet nieźle i istniała już fotografia kolorowa Smile



Robię następnego posta, żeby mi się coś nie sypnęło...


Ostatnio zmieniony przez Marcello dnia Nie Mar 22, 2015 04:00, w całości zmieniany 4 razy

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 03:40    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

A....
Jeszcze mi się przypomniało, że licznik miałem od jawki z własnoręcznie pomalowaną tarczą i wskazówką pomalowaną na fioletowo - nie wiem co mi przyświecało Smile

Tak więc po mojej pierwszej prawdziwej, równie magicznej co te dziecięce, podróży i kilku dookoła komina Pannonia znowu trafiła do garażu pod ścianę, a bo to studia, a po studiach kupiłem Suzuki, która z łatwością przekraczała 200 km/h i onieśmielała Pannonię okrutnie, a to samochód a to tamto a to siamto, a to coś spadło i porysowało lakier, a to ktoś coś przestawiał i wgiął błotnik i maszyna stała i ze smutkiem wspominała czasy swojej świetności.

Jednak pomimo tego, że dziecięce marzenia nie spełniły się wraz z pierwszym odpaleniem silnika, a rekonstrukcja też daleka była od ideału przez wiele kolejnych lat nie rozstałem się z ta Pannonią, która wędrowała po różnych garażach i szopach, żeby w końcu znaleźć bezpieczny kąt w moim garaż, który gdzieś tam powstał razem z moim własnym domem. Ale niepostrzeżenie gdzieś przeleciało kolejne 20 lat. Miałem w tm czasie wiele wiejskich kaskaderskich i chociaż zaczynałem od japonii ciężkiego kalibru to powoli odpuszczałem, bo i ułańska fantazja powoli gdzieś ustępowała rozwadze i motocykliści z elity drogowej stali się drogową szarańczą i drogi stały się tak zatłoczone i brutalne tak że ochraniacze służyły głównie do łamania lusterek "debilnym" kierowcom. Przez ostatnie lata jeździłem Piaggio Beverly 500, ale któregoś dnia usłyszałem głos opatrzności, który nie pozostawiając mi złudzeń kazała mi to sprzedać, albo kupić trumnę. Takiego głosu nie wolno ignorować. I tak się stało. Przez dwa sezony, od poprzednich 20 lat, nie miałem żadnego motocykla - oprócz wiernej, chociaż nieco zapomnianej Pannonii w garażu. Tak wrosła w to środowisko, że stała się wręcz niewidoczna pomiędzy regałami i deskami opartymi o ścianę. Ale to nie była prawda - ona przez wszystkie te lata wołała do mnie: "przypomnij sobie co czułeś gdy miałeś 7 lat i dziadek brał cię pod pachy i sadzał na moim siedzeniu". Byłem głuchy na ten głos do tego stopnia, że wiosną 2014 roku, zacząłem przeglądać ogłoszenia ze starymi motorami, motorowerami, sam nie wiedziałem czego mi trzeba - może komara, żeby dla obciachu jeździć nim do pracy w śmiesznym orzechu na głowie, może ruska, którym można by taplać się w błocie, a może jakąś krosówkę bez prawa rejestracji, żeby nie kusiło jeżdżenia po drogach i tak się motałem, nie mogłem się zdecydować, nawet już coś oglądałem - kiedy nagle usłyszałem ten głos.

Decyzja była oczywista - po co mam czegoś szukać jak w garażu stoi moja Pannonia, której do ideału dużo brakowało, a z drugiej strony była w 99,99% kompletna, znana i przesycona historią mojej rodziny i moją.

Poszperałem, pogmerałem, pooglądałem m.in. trafiłem do tego działu forum Pannonii i gdy zobaczyłem te wszystkie piękne maszyny, które tu prezentujecie zrobiłem się zazdrosny - dlaczego macie takie wspaniałe maszyny a moja taka jakaś niedorobiona. No właśnie dlatego, że zaopiekowaliście się swoimi Pannoniami, poświęciliście im uwagę, czas, pracę i pieniądze - a później zaprezentowaliście owoce swojej pracy.
Wtedy już wiedziałem - zrobię wszystko by moja Pannonia wyglądała jak tego dnia gdy dziadek pierwszy raz zaciągnął się zapachem jej farby gdy przywiózł ją do domu, a nawet więcej!

Tak też się stało - postanowiłem, że nie przywrócę jej wyglądu zwykłej TLFki tylko odpicuje ją na najlepszą w tamtym czasie wersję exportową, która oprócz drobnych dodatków różniła się jedną zasadniczą cechą - była malowana na piękny błękitny kolor! Pewnie niewiele jeździło ich po PRL'u bo export to był na zachód a do krajów "zaprzyjaźnionych" to był przymus Smile. Więc exportówki trafiały do Niemiec i do Skandynawii, jeśli się mylę niech mnie ktoś poprawi. Oto oryginalne materiały z tamtych czasów:



I te dziewczyny! Zwróćcie uwagę, ze moja mama na zdjęciach z pierwszego postu też ma jakieś takie loki bez ładu i składu, jak te modelki! Laughing


Czyż ten kolor nie oddaje w pełni klimatu lat 60-tych, owszem Polska nie była wtedy kolorowym krajem i jeździły tu posępne maszyny, ale design i rozwiązania techniczne Pannonii czynią ją pełnoprawnym spadkobiercą kolorowego i buntowniczego ducha tych czasów.

Tak więc klucze w dłoń i demontaż.
Porozkręcałem ją jednego dnia posegregowałem części na te które trzeba wymienić, na te które trzeba naprawić i zrobiłem listę braków i elementów, które chciałem ulepszyć. Jednak podstawowe założenie miałem takie, żeby trzymać się oryginału i rozwiązań stosowanych w Pannoniach.

Na pierwszy ogień poszedł silnik






Tak to wyglądało przed - w sumie bardzo ładnie! Ale "motór" stał w suchym zabezpieczonym i używanym garażu



Wszystko out - piaskowanie i zaczynamy te same ruchy tylko w drugą stronę Smile




Nowe zawleczki, śruby, łożyska i uszczelniacze...



Dla efektu cylinder został machnięty proszkowo, tutaj też pomogły doświadczenia forumowiczów na temat tego czy pogorszy się chłodzenie w tak wyraźnym stopniu, żeby szkodziło to silnikowi, czy nie pogorszy.





Elektrownia odbudowana!



A i tryby trafiły na swoje miejsce




W silniku oprócz śrub z nierdzewki, które oryginalnie nie występowały (stare zardzewiałki zachowałem dla potomnych) zastosowałem pewną modyfikację. Polega ona na wytoczeniu dodatkowego rowka na ośce zmiany biegów i tulei kopniaka a następnie osadzeniu w nim drugiego oringu w celu zlikwidowania wycieków. Szczególnie na styku kopniaka i pokrywy silnika aluminium lubi się "wychechłać" i oryginalny oring nie trzyma - przy dwóch - nie ma c.... na Mariolę. Trzeba jedynie wziąć pod uwagę, że dźwignie mogą nieznacznie "ciaśniej' chodzić - ale jak moja praktyka pokazała to jest niuans.

Dobra! Ciąg dalszy nastąpi, bo już 3 na zegarze a ja od 8 jestem na nogach i jeszcze córcia chce jeść...


Ostatnio zmieniony przez Marcello dnia Nie Mar 22, 2015 03:54, w całości zmieniany 3 razy

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 11:52    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

towot
Dawca organów
Dawca organów



Dołączył: 08 Mar 2013
Posty: 301
Skąd: mazowieckie

Super relacja z klimatem, czekam na ciąg dalszy. Jak tłok zastowałeś???

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 14:24    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

andrzejthc
Polny popierdalacz
Polny popierdalacz


Wiek: 41
Dołączył: 05 Mar 2015
Posty: 13
Skąd: Kraków

Jestem ze swoimi Pannami na etapie "klucze w dłoń i demontaż" Very Happy, niewiele jest do demontażu - są w stanie "skrzynkowym"...
Regenerowałeś może wał? Mój ma spore wytarcia przy uszczelnieniach i rozważam zlecenie regeneracji np. w Motocykle Jacka


Ostatnio zmieniony przez andrzejthc dnia Nie Mar 22, 2015 14:30, w całości zmieniany 1 raz

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 15:07    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

tlf250
Dawca organów
Dawca organów


Wiek: 36
Dołączył: 26 Sie 2014
Posty: 263
Skąd: Rzeszów/Tyczyn

Marcello - GRATULACJE z okazji narodzin córki i ukończenia pięknej "Panny"
Miło się czyta takie życiowe historie
Pozdrawiam

Andrzejthc jesli wał masz ok a tylko są wcięcia po simmeringach możesz zastosować cieńszy simmering 62x25x7
_________________
Darek


Ostatnio zmieniony przez tlf250 dnia Nie Mar 22, 2015 15:10, w całości zmieniany 1 raz

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 19:11    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

No dobra jedziemy dalej.

Podczas pierwszej renowacji w latach 90-tych nie udało mi się zdobyć ładnych obręczy kół i musiałem pochromować te, które były. A posiadały dosyć głębokie wżery i uszkodzenia po brutalnej wymianie opon dlatego po pochromowaniu daleko było im do ideału. I żeby tego było mało oddałem je do zmontowania i wycentrowania do znanego warsztatu motocyklowego ze Stęszewa - to był błąd. Koła miały duże bicie a ponieważ Pannonię trudno się zaplata to kilka szprych była wyginana co pozostawiło na nich trwałe ślady.

Tym razem postanowiłem nie popełnić błędu. Czytałem różne fora w poszukiwaniu dobrego fachowca w Poznaniu, ale oprócz informacji, że jakiś pan gdzieś w jakimś serwisie rowerowym jak ma dobry humor i brak zajęć może to dobrze zrobić postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce. Zacząłem studiować na youtube filmiki o tym jak się centruje koła motocyklowe i im dalej w las tym bardziej byłem przekonany, że to nie jest aż taka wielka filozofia. Jedyną rzeczą, której efektu nie mogłem przewidzieć a przede wszystkim obawiałem się, żeby nie zniszczyć (podrapać) nowiutkich obręczy to było zaplatanie szprych. Jednak ze spokojem udało mi się opanować temat co szerzej opisałem TUTAJ.




Jeśli jesteśmy już przy kołach to może trochę o polerowaniu aluminium, które jest niezbędne do osiągnięcia odpowiedniego efektu. Jest to przypadłością nie tylko mojej maszyny, że z biegiem lat wszystkie aluminiowe elementy stają się szare i zmatowiałe. A można to dosyć łatwo zmienić - oczywiście, jak wszystko przy motorze, jest pracochłonne - ale efekt jest naprawdę zachwycający. Jeśli aluminium nie jest zbyt mocno utlenione można uzyskać efekt lustra podobny do chromu.

Procedura jest następująca:
1. Papierem ściernym nr 600 robimy pierwsze szlifowanie, delikatnie równomiernie, tak żeby nie wytrzeć jakiś dziur. Czasami można użyć grubszego papieru 240 czy 180 a nawet pilnika - oczywiście delikatnie i z wyczuciem. Chodzi o to by uzyskać równą powierzchnię pozbawioną rys i wżerów, lub chociaż znacznie ograniczyć ich liczbę.

2. Zmniejszamy papier do 800 albo 1000 i od nowa to samo, tak długo aż znikną ślady poprzedniego papieru. Tutaj jest dobry trik - trzeba szlifować najpierw w jednym kierunku i jak już cała powierzchnię mamy zrobioną wtedy przeszlifować wszystko pod kątem prostym - wtedy dopiero widać czy po poprzednim szlifowaniu nie zostały jakieś głębsze rysy. I dobrze trzymać się zasady że wszystko szlifujemy w jedną stronę a nie w żadne esy floresy, kółeczka i zygzaczki bo później można się zapłakać żeby to wyprowadzić na prostą Smile.

3. Zmniejszamy papier do 1500 lub 1800 i znowu w kółko to samo, wzdłuż i w poprzek i przy tej gradacji już wyraźnie widać, że powierzchnia aluminium robi się gładka.

4. Znowu mniejszy papier 2000 lub 2500 i znowu to samo. Przy 2 tysiącach aluminium już zaczyna nieśmiało błyszczeć.

5. I tu niespodzianka już nie potrzebujemy więcej papieru - teraz polerka i filcowa tarcza polerska. I dwa rodzaj pasty polerskiej - ja najchętniej używałem takich kostek z Liroja jedna brązowa druga błękitną. Brąz najpierw - dajemy trochę na krążek i z czułością jaka należy się każdej dziewczynie, delikatnie kolistymi ruchami jedziemy całą powierzchnię na niskich obrotach. Następnie to samo z błękitną. I po błękitnej to już banan nie schodzi z twarzy Smile

6. Na samym końcu można zrobić jeszcze jedną rzecz - wymienić polerkę na takie kółko z bawełnianych szmatek na wiertarkę i pastą lekko ścierną np. Autosol albo Tempo dać ostatni szlif.

Należy też pamiętać, że taki efekt nie będzie wieczny, szczególnie w motocyklu, który jest normalnie eksploatowany. Dobrze jest zatem nosić w kieszeni miękka szmatkę i tubkę pasty lekko ściernej, żeby co jakiś czas liznąć aluminium, zresztą chromy też Smile

I jeszcze jedna praktyczna uwaga - jeśli mamy niektóre powierzchnie silnika wyszkiełkowane lub wypiaskowane i pobrudzimy je tym czarnym świństwem, które powstaje podczas polerowania - to bardzo ładnie schodzi to denaturatem. No i trzeba bardzo uważać żeby przy polerowaniu nie wjechać na te fragmenty bo się "wyświecą" momentalnie - dobrze jej okleić papierową taśmą.

Polerowanie polerowaniem - ale są elementy chromowane i te które chciałem pochromować musiały trafić do odpowiedniego zakładu, gdzie najpierw usuwa się stare powłoki, później dokonuje jakiś czarów, szlifowanie polerowanie galwanizowanie i pewnego dnia dostaje telefon od Pana Henia: "można odebrać". Mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać więc już jechałem do niego jak na skrzydłach, pomimo iż wiedziałem, że złoi mi skórę i to zdrowo. Chromy to najdroższa cześć rekonstrukcja motocykla takiego jak Pannonia a w dodatku wymyśliłem sobie exportówkę - a one miały chromowane panele boczne zbiornika paliwa. Nie wiem jak to kiedyś robili ale dzisiaj chromują całość, a później z bólem serca trzeba większość zedrzeć i polakierować.
No ale wracając do sedna - gdy dotarłem do Pana Henia i moim oczom ukazał się ten widok:



Zatkało mnie to oczywiste i wyskoczenie z paru dodatkowych stówek nie było w ogóle bolesne. Wcześniej zbiornik wyglądał tak:



Szybko zamaskowałem to co ma pozostać w chromie i przeszedłem do polerowania kolejnych elementów.



Na pierwszy ogień poszedł gaźnik:




To chyba najgorsze, najbardziej pracochłonne zajęcie a efekt nie jest zbyt trwały, bo materiał z którego wykonany jest gaźnik, obudowa rolgazu i dźwignia ssania to jakiś stop który dosyć łatwo się poleruje ale też dosyć szybko tracki połysk, a szczególnie przy kontakcie z wodą albo benzyną. Ale nie można się poddawać, tym bardziej gdy widać efekty

Wtedy też nadszedł lekki kryzys, bo tu brakuje śrubki a tu jeszcze trzeba trzeba zaspawać dziurkę, a tu nie ma nitu a tu podkładki i tak jedno blokuje drugie i zapał jakoś opada. Na dodatek budżet napina się poza granice zdrowego rozsądku. I wtedy zrobiłem sobie miesiąc przerwy gdzieś na przełomie listopada i grudnia. Nie myślałem o tym co trzeba zrobić, nie wymykałem się wieczorami do garażu, żeby coś dopieścić, poukładałem tylko wszystko ładnie w kartonach pieczołowicie poowijane w folię bąbelkową i papier.

Było to możliwe dlatego, że wcześniej wszystkie wypiaskowane elementy nadwozia pokryłem niemieckim preparatem Fertan, a jak zapewnia producent ta czarna zupa pozwala na bezkarne przechowywanie takich elementów przez pół roku w warunkach garażowych. A każdy kto miał kiedyś wypiaskowane elementy wie, że nawet dotykanie ich gołymi dłońmi powoduje że po kilkudziesięciu godzinach pojawiają się w tych miejscach rude plamy korozji.

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 19:23    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Dziękuje! Oczywiście nie muszę mówić, że córka jest ważniejsza ale ze względu na charakter tego forum skupiłem się na tych mniej ważnych aspektach mojego życia Smile

A co do wału to nie musiałem go regenerować bo podczas pierwszego remontu był profesjonalnie przywrócony do życia. Z tego co pamiętam robił to Pan Mostowy z Poznania, który do dzisiaj takimi rzeczami się zajmuje.
Jest też inna znana firma GARSTECCY, która też takie usługi oferuje.

Ale my tu gadu gadu a historia stoi w miejscu....

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 20:58    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

towot
Dawca organów
Dawca organów



Dołączył: 08 Mar 2013
Posty: 301
Skąd: mazowieckie

A co z tłokiem?

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 21:27    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Po chwilowym kryzysie w połowie grudnia znowu zaczęła mi się śnić po nocach piękna Pannonia. A w realu była to ciągle kupa różnych elementów poupychanych w piwnicy i garażu. Dlatego szybka decyzja i szukam lakiernika.
Pojechałem do jednej lakierni na Piątkowie (dzielnica Poznania) gdzie oprawiali akurat jakiegoś Golfa z 93 w pełnym ospojlerowaniu w stylu "Panie kto tak oszpecił to auto", na moje pytanie o lakierowanie motocykla niewiele brakowało, żeby lakiernicy pouciekali przez zamknięte okna a szef zrobił minę jakby wdepnął w gówno. Ale chyba żeby nie było mi przykro rzucił krótko, że teraz mają za dużo roboty ale mogą spróbować zimą jak będzie luźno. Jednak oświadczenie to było tak nieprzekonujące, że nawet nie brałem po uwagę takiej ewentualności.

Ale szukałem dalej i w jakiś nie do końca dla mnie zrozumiały sposób natknąłem się na nr do Pana Jarka z Plewisk. Zadzwoniłem dogadaliśmy się i przed świętami dostarczyłem moje "klamoty". Co ciekawe po chwili rozmowy okazało się, że pan Jarek lakieruje różne ciekawe maszyny i pokazał mi Autounion z lat chyba 50-tych po kompletnej renowacji. To było coś pięknego i tylko bardziej zmobilizowało mnie do tego, żeby się spiąć i dokończyć motocykl. Poza tym zaczął gonić mnie termin narodzin moje córy, bo wiedziałem że gdy ona się pojawi trudno będzie wygospodarować czas.

Pod koniec stycznia nastąpił kolejny magiczny moment, gdy w słoneczne sobotnie przedpołudnie pan Jarek otworzył bramę warsztatu ukazując moim oczom ten piękny widok....



Później poszło już z górki, codziennie po troszku tu śrubka tam śrubka, żeby niczego nie uszkodzić, a przede wszystkim nie zarysować lakieru albo chromu.









































No i w końcu doszedłem do momentu gdy zostało mi siedzenie do zrobienia, przykręcenie kilku śrubek i namalowanie szparunków, które o wiele łatwiej było by zrobić zanim zmontowałem wszystko do kupy, ale nie mogłem doczekać się efektu, a dostęp do wszystkich elementów jest dosyć łatwy więc sobie poradzę...


TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 22:07    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

daro35
Osiedlowy kamikadze
Osiedlowy kamikadze


Wiek: 40
Dołączył: 08 Lip 2014
Posty: 35
Skąd: KĘTRZYN

Witaj,jestem początkujący,ale naprawdę wielki szacun za tą robotę ci się należy,a powiedz czym pomalowałeś cylinder bo też mam plana pomalować cały silnik na czarno.

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 22:11    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Tłok = Stolmot czyli na allegro Piterawo.
Trudno powiedzieć jak się sprawdzi w eksploatacji, ale na oko dosyć solidnie wykonany. Miałem w rękach kilka tłoków od ETZetki i wyglądały jakby je ktoś odlewał w garażu z harcerskiej menażki rozgrzanej na kuchence turystycznej.

Przy okazji tej rekonstrukcji nauczyłem sie wielu rzeczy o Pannoniach i o blacharce i o planowaniu wydatków - chociaż ciągle wielu rzeczy nie wiem i podziwiam tych wszystkich szlifierzy i mechaników, którzy ogarniają te wszystkie owale tłoków tolerancje naddatki i inne pasowania Smile. Jeszcze chcę się nauczyć spawać, bo to pozwoli mi załatwić 99% spraw nadwozia we własnym zakresie - leczenie pęknięć blachy, zaślepiania otworów po 60 latach mocowania tablicy rejestracyjnej za każdym razem w innym miejscu, czy uzupełniania skorodowanych fragmentów nową blachą. Bo blacharze z którymi miałem do czynienie to rzeźnicy przyzwyczajeni do tego, że obojętnie co "wylinią" to szpachla przykryje. Przy renowacji starego pojazdu chodzi o maksymalnie wierne odtworzenie danego detalu lub elementu - przynajmniej ja mam takie podejście.

I kilka uwag na koniec.
Chyba wszystkie śruby zastąpiłem śrubami ze stali nierdzewnej, do tego te które są widoczne zostały oszlifowane i wypolerowane na lustro. Pochromowałem kilka elementów, które fabrycznie nie były chromowane albo co najwyżej ocynkowane np. dźwigienka sprzęgła, tylne podnóżki, korek oleju, śruby kapy silnika itp. ale poza tym wszystkie elementy są oryginalne i w 90% pochodzą od tego egzemplarza. I może puryści przyczepią się, że daleko mojej Pannoni do oryginału z 1961 roku. Ja jednak myślę, że nie naruszyłem zasad odbudowy i uważam moją Pannonię za oryginalną z drobnymi udoskonaleniami. A przede wszystkim uważam ją za piękny motocykl z długa historią, która mam nadzieję przetrwa jeszcze wiele lat.

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Nie Mar 22, 2015 22:22    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Dziękuję za słowa uznania, bardzo mnie cieszą i mam nadzieję, że mój motocykl zainspiruje innych żeby wskrzesić swoje maszyny!

Co do cylindra to został on pomalowany proszkowo. Musisz tylko zwrócić uwagę na rodzaj zastosowanej farby. Są zasadnicze 3 rodzaje takich farb epoksydowe, epoksypoliestrowe i poliestrowe i bodajże te epoksydowe za bardzo się nie nadają bo reagują na takie rozpuszczalniki jak benzyna. Ale doczytaj dokładnie w necie albo pogadaj z lakiernikiem, od razu będziesz wiedział czy wie o czym mówisz.

A skoro projekt Pannonia dobiega końca zadbałem już o zajęcie na 2015 rok.
Jest to Csepel 125 - co prawda jest to miks modelu 125/49 i 125/50 i będę musiał wybrać jedną z dróg. Przy okazji prośba do tych którzy mają jakieś części do tej maszyny o info.



Ostatnio zmieniony przez Marcello dnia Nie Mar 22, 2015 22:49, w całości zmieniany 1 raz

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Sro Mar 25, 2015 12:23    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Dziubek62
Polny popierdalacz
Polny popierdalacz


Wiek: 42
Dołączył: 26 Lut 2013
Posty: 8
Skąd: Skierniewice

He.Coś mi się wydaj że podkupiłeś mi Csepela.
Ale ja kupiłem tą 2 sztuke.


Ostatnio zmieniony przez Dziubek62 dnia Sro Mar 25, 2015 12:52, w całości zmieniany 2 razy

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Sro Mar 25, 2015 14:21    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

Marcello
Motocyklowy globtroper
Motocyklowy globtroper


Wiek: 44
Dołączył: 22 Lip 2014
Posty: 707
Skąd: Poznań

Smile he he
Pewnie tak - ale to nie mam wyrzutów sumienia bo z Panem Przemkiem rozmawiałem już wcześniej i wręcz poprosiłem go o to żeby mi go przywiózł. Nawet umówiliśmy się na cenę, a jak go przywiózł i zobaczył, że może go sprzedać drożej to zaczęły się wyścigi Smile. Miałem bliżej Smile bo jestem z Poznania.

Masz zamiar go remontować - czy tylko tak podpicować?
Ja robię kompletną restaurację i na pewno będę na Węgrzech zamawiał różne części - więc jeśli chcesz możemy połączyć siły i kupić wszystko za jednym zamachem.

TOP   BOTTOM
PostWysłany: Sro Mar 25, 2015 19:37    Temat postu: Re: Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
   

towot
Dawca organów
Dawca organów



Dołączył: 08 Mar 2013
Posty: 301
Skąd: mazowieckie

Marcello a gdzie zamawiasz te części?

TOP   BOTTOM
 Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Wyświetl posty z ostatnich:    Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 Forum Pannonia - motocykle zabytkowe Strona Główna » Moja Pannonia » Nowe życie Pannonii Marcella (de Luxe TLF 1961 aka EXPORT)
 Strona 1 z 7
 
 
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Skocz do:  


     Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group | Template Neon v1.3 | Crystal